"Świt Zmierzchu" to dziewiąta księga serii "Czarne Kamienie" - serii, od której zaczęła się moja przygoda z fantastyką. To jedna z moich ulubionych serii - choć drażni mnie zbieranie przez autorów resztek z poprzednich tomów i upychanie ich w formie opowiadań w kolejnym tomie. Tutaj sytuacja jest podobna - książka składa się z czterech opowieści powiązanych z różnymi tomami serii.Mamy więc podsumowanie przygody w Domu Strachu i jej wpływ na życie Rainiera i Surreal, jest również opowieść o niewiernym kochanku Surreal, Falonarze, i efektach jego pychy. Znajdujemy tutaj opowieść o Królowej Sylvii oraz jako kwintesencję otrzymujemy historię życia Daemona Sadiego po odejściu w Ciemność jego ukochanej Jeannelle i ojca, Wielkiego Lorda Piekieł. Trzy pierwsze opowiadania powinny zostać wydane z Księgami, których dotyczą - są piękne, jednak nie stanowią odrębnych historii. Natomiast ostatnia opowieść jest niesamowita - wywołała u mnie ciarki na skórze i łzy w oczach. To kwintesencja całej serii - poznajemy Daemona z innej strony, pozbawionego oparcia i miłości Jeannelle i Saetina, kiedy zmaga się ze swoim dziedzictwem i miłością. Jak sobie poradzi? Czy kiedykolwiek kogoś pokocha i przyjmie na towarzyszkę życia? Jaką niespodziankę sprawi mu Jeannelle? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w ostatniej opowieści "Świtu Zmierzchu" :) To opowiadanie oczarowało mnie i trafiło w serce - znowu Anne Bishop udało się mnie zaskoczyć - i to jeszcze jak! Jak irytowały mnie opowiadania dotyczące poprzednich tomów, tak czytając ostatnie opowiadanie wybaczyłam Autorce wszystko. To po prostu był strzał w dziesiątkę ! Anne Bishop po raz kolejny powaliła mnie na kolana zabierając w stworzony przez siebie fascynujący świat. Bohaterowie są moimi przyjaciółmi, a ich wrogowie - moimi wrogami. Uwielbiam Daemona i Lucivara i niesamowitą Surreal i nieocenioną Marian. Czuję niedosyt i żal, że to już koniec.... Wiem jedno - kiedyś wrócę do tej serii i ze smakiem przeczytam ją ciągiem, tom po tomie :)