Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, oglądałam go z zapartym tchem. Losy głównej bohaterki - Alisy - są niesamowite: mieszka z matką na prowincji, marzy, by zostać baletnicą, a trafia do szkoły specjalnej, przestaje mówić, potem wyjeżdża do Moskwy, gdzie zakochuje się w młodym biznesmenie, później znika. Koniec wyjątkowo mocny, więc nie zdradzę. Nie ma moralizowania w stylu amerykańskim, fantazje bohaterki mieszają się z rzeczywistością tworząc niespotykany klimat, a zdjęcia zawierają 'wstawki' animowane. No i gra głównej bohaterki też świetna. Polecam szukającym wytchnienia od ckliwych bubli serwowanych przez 'dziki' zachód;-)
Reżyserka "Rusałki" podobno bardzo luźno oparła swoją historię na znanej baśni Andersena "Małej Syrence". Jak tak teraz pomyślę, to faktycznie znalazło by się trochę podobieństw. "Rusałka" jest także porównywana z "Amelią", choć mi rosyjski film wydał się nawet piękniejszy, prawdziwszy, a przez to bliższy mojemu sercu.Alisa była dzieckiem innym niż wszystkie, odkryła że potrafi spełniać marzenia. Wiedziała co zrobić by być szczęśliwą, niestety jej szczęście było okupione tragedią innych. Choć przecież tak jest w rzeczywistości, Bóg jednym daje innym zabiera.Urzekł mnie język rosyjski, już kiedyś chyba wspominałam jak uwielbiam filmy obcojęzyczne. Ten film ma tyle cudownego klimatu, magii, że mógłby obdzielić wiele innych. Oglądając warto też zwrócić uwagę na wciąż pojawiające się reklamy i slogany jakimi obrzucana jest Alisa. Np. „Jesteś piękna’”, „Sama kształtujesz swoją przyszłość” albo „Wszystko jest w twoich rękach”. I właśnie tak ona traktuje życie, sama sobie radzi i sama nadaje mu kształt. W trakcie filmu Alisa poznaje miłość swojego życia, znajomość ze znacznie starszym mężczyzną, a także sytuacja w jakiej się poznali nie wróży niestety niczego dobrego...Zakończenie zaskoczyło. Bardzo. I właśnie wtedy różnicę z "Amelią" widać najbardziej. Pozostało mi naprawdę bardzo wiele dobrych uczuć po tym filmie, na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę.