Wysyłamy w 24 godziny
Jeśli w dzień roboczy do godz. 14
zamówisz tytuły z 24 h czasem realizacji,
wyślemy Ci je jeszcze tego samego dnia!
Książka oderwana od rzeczywistości i nieprawdopodobna. Odcięte od świata mieszkanie na ostatnim piętrze kamienicy - zepsuta winda, zamknięta krata, niedziałające telefony i odcięty dostęp do internetu. W tej rzeczywistości znalazła się grupa ludzi - uwięziona przez bliżej niezidentyfikowanych "ich". Wiodącą postacią jest Agnieszka. Poznajemy fragmenty jej życia, historię przejęcia mieszkania i to w dużym skrócie wszystko. Reszta to kolejne zabiegi autora żebyśmy dostrzegali jeszcze większą absurdalność całości niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać. Jeśli jest w tej książce jakieś drugie dno, to ja go nie dostrzegłem. Zgodnie jednak z zapowiedzią wydawcy należy to lokować w typie horroru. Nie polecam.
Z doświadczenia wiem, że bywają w życiu takie momenty, w których nie warto jest nastawiać się pozytywnie na cokolwiek, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że się rozczarujemy. Tak jest niestety ze wszystkim, a świat literatury stanowi na to najlepszy dowód. Dlatego czasami lepiej jest podejść do pewnych spraw z dystansem, by później cieszyć się z nich na całego. Biorąc w swoje łapki książkę Jakuba Żulczyka pt.: "Instytut" spodziewałam się niesamowitej i mrożącej krwi w żyłach przygody, która nie pozwoli mi zmrużyć oka jeszcze przed wiele dni. Co prawda poprzez swoją postawę złamałam - wyznawane do tej pory - zasady, jednak los uśmiechnął się do mnie i pierwsze spotkanie z twórczością polskiego pisarza mogę zaliczyć do udanych.Ogólnie rzecz biorąc książka przedstawia nam historię siedmiu osób, które zostały zamknięte w stumetrowym mieszkaniu. Nikt nie może z niego wyjść, ani do niego wejść, ponieważ zarówno winda, jak i schody 'nie nadają' się do użytku publicznego. Najlepsze w całej sytuacji jest to, że tak naprawdę nikt nie wie o co w tym wszystkim chodzi. Prześladowcy za wszelką cenę starają się zniszczyć swoje ofiary psychicznie i co rusz podsyłają im wiadomości typu: "TO NASZE MIESZKANIE", albo "TO, CO NASZE, MA BYĆ PUSTE". Do głów naszych bohaterów przychodzą różne, dziwne rzeczy, jednak jak to się skończy nie wie nikt. Całość lektury zaopatrzona została również w dosyć obszerną biografię trzydziestopięcioletniej Agnieszki, która po kilkunastu latach małżeństwa przeniosła się do Krakowa opuszczając tym samym swoją biologiczną córkę Elżbietę. W nowym miejscu zamieszkania kobieta podjęła pracę w knajpce i zaczęła nadużywać alkoholu...Muszę przyznać, że Jakub Żulczyk pisząc "Instytut" wykonał kawał dobrej roboty. Książka nie tylko została napisana łatwym i przyjemnym dla czytelnika językiem ale i także z nutą wyczucia i stopniowania narastających z biegiem trwania fabuły emocji. Dużym plusem lektury są także umiejętnie stworzone postacie, które towarzyszą głównej bohaterce w trakcie trwania opisywanego dramatu. Mają one w sobie to 'COŚ' i chyba nie zamieniłabym ich nawet na najbardziej idealne osoby świata...Na sam koniec pozwolę sobie przytoczyć słowa, którymi główna bohaterka rozpoczyna przytoczoną przeze mnie wyżej historię swojego życia:"Mam na imię Agnieszka. Moje mieszkanie ma na imię Instytut. Dwanaście godzin temu zostałam w nim uwięziona. Mój dom jest moim więzieniem. Nie mogę z niego wyjść. Nikt nie może do niego wejść."Z pozoru jest to tylko sześć - dosyć krótkich - zdań, jednak według mnie są one na tyle mocne i intrygujące, iż to właśnie dzięki nim zatraciłam się w treści lektury od początku do samego końca. Dlatego też z czystym sumieniem mogę polecić 'Instytut' osobom o mocnych nerwach oraz takim, które otwarte są na poszerzanie własnych horyzontów. Zapewniam, że nie pożałujecie!
Podoba mi się lekkość pisania Żulczyka – to, że nie stara się napisać jakiejś super wydziwionej powieści, której nikt nie rozumie, tylko wciągającą jak film książkę na pograniczu thrillera. To, że widać, że świetnie się przy tym bawi – opisując Kraków nieraz w odrobinę zjadliwy sposób, rysując wyraziste i realistyczne sylwetki ludzi, czy wreszcie budując napięcie w samym tytułowym Instytucie – mieszkaniu, w którym zamknięci są bohaterowie. No i wreszcie – za narratora obiera sobie kobietę, i taki punkt widzenia, mieszany, bardzo mi odpowiada. Zakończenie też jest dobre, bo spodziewałam się zupełnie innego. Zresztą, cały „Instytut” jest bardzo miłym zaskoczeniem.